Jak mogliście się już dowiedzieć z poprzednich artykułów serii Niezwykłe projekty III Rzeszy, Hitler miał zamiłowanie do rzeczy wielkich. Takie właśnie są projekty dwóch gigantycznych czołgów – Landkreuzera P-1000 i Landkreuzera P-1500. Żaden z nich nigdy nie powstał, ale uważam, iż ich monumentalizm zasługuje na miejsce na tym blogu.
Zapoznajmy się więc z faktami o tych dwóch stalowych monstrach, poznajmy ich wady i zalety, oraz dowiedzmy się, dlaczego te konstrukcje nigdy nie ujrzały światła dziennego.
Landkreuzer P-1000 Ratte
Landkreuzer P-1000 miał być 1000-tonowym, gigantycznym superczołgiem produkcji niemieckiej. Zaprojektowany został w roku 1942 przez Friedrich Krupp AG za zgodą samego Hitlera, jednak w 1944 roku anulowano projekt (nie ukończono nawet prototypu). Gdyby udawało się wyprodukować P-1000, byłby on ponad pięć razy większy od najcięższego istniejącego czołgu (Maus).
Pomysły zbudowania tak wielkiego czołgu narodziły się w roku 1941, podczas strategicznych badań nad sowieckimi ciężkimi czołgami (ich owocem był również wspomniany wyżej czołg Maus). Z badań tych wysunięto Hitlerowi propozycję stworzenia 1000 – tonowego czołgu.
Jego podstawowe uzbrojenie miały stanowić dwa potężne działa kalibru 280mm, zapożyczone z pancerników typu Scharnhorst. Oprócz tego, Landkreuzer miał dysponować pojedynczym działem kalibru 128mm, ośmioma działkami przeciwlotniczymi Flak 38 (kalibru 20mm) i dwoma karabinami maszynowymi (kalibru 15 mm).
Landkreuzer miał być napędzany dwoma potężnymi, 24 cylindrowymi silnikami firmy MAN (każdy o mocy 8500 KM), bądź też zespołem ośmiu 20 cylindrowych silników produkcji Daimler-Benz (każdy o mocy dwóch tysięcy koni mechanicznych). Jak można łatwo policzyć – do poruszenia tego stalowego potwora potrzeba było 16000-17000 koni mechanicznych.
Kadłub P-1000 miał być długi na 35 metrów, szeroki na 14, oraz wysoki na 11. Pancerz „otulający” to monstrum miał liczyć od 150 do 360 mm grubości.
P-1000 miał poruszać się na 6 gąsienicach, zgrupowanych po 3 z każdej strony. Pojedyncza gąsienica miała mieć 1,2 metra szerokości, co łącznie dawało powierzchnię o szerokości 7,2 metra. Tak szerokie gąsienice miały pomóc w rozsądnym rozłożeniu masy czołgu, oraz nadać mu większej stabilności.
Masy tysiąca ton nie da się jednak w prosty sposób oszukać – taki czołg niszczyłby swoim ciężarem drogi. Jednak większym problemem od dróg okazałoby się pokonywanie rzek – zdecydowana większość ówczesnych mostów (jeśli nie wszystkie) nie zdołałaby się oprzeć tak wielkiej masie. Pozostawała tylko jedna opcja – pokonywanie rzek w bród, na co rzekomo miały pozwolić duża wysokość i prześwit czołgu.
Mimo tego, zastosowanie praktyczne tego czołgu było znikome – z powodu swojej wielkości był doskonale wystawiony na ataki lotnicze i miny, ponadto dochodzą jeszcze wyżej wspomniane problemy logistyczne – P-1000 byłby zbyt wolny do jakiejkolwiek ofensywy. Jedyne zastosowanie Landkreuzera, które miało choć cień jakiegokolwiek sensu było wykorzystanie go jako ruchomej baterii nadbrzeżnej, poruszającej się po specjalnej drodze wzdłuż wybrzeża i ostrzeliwującej nieprzyjacielskie okręty. Rzecz w tym, że mimo wszystko szanse P-1000 na walkę z dużo lepiej uzbrojonymi okrętami wroga były raczej marne.
Podsumowując, P-1000 stanowi przykład bezsensownej strategicznie gigantomanii Hitlera. Landkreuzer był za duży, za ciężki, za wolny, a jednocześnie bardzo prosty do zniszczenia. Można powiedzieć, że nie było terenów, na których mógłby z powodzeniem walczyć, nie było praktycznego zastosowania dla maszyny tego typu.
Landkreuzer P-1500 Monster
Wydawać by się mogło, że P-1000 stanowi szczyt inżynieryjnych planów III Rzeszy w zakresie superczołgów. Projekt P-1500 mówi nam, że Niemcy byli wymyślić coś większego.
Idea powstania czołgu Landkreuzer P-1500 Monster narodziła się niemal równocześnie z projektem opisywanego wyżej P-1000. Jak można domyślić się po oznaczeniach obu tych czołgów, Monster miał być o połowę cięższy od P-1000 – czyli ważyć zawrotne 1500 ton!
Głównym uzbrojeniem P-1500 miało być (odpowiednio zmodyfikowane) działo kolejowe „Schwerer Gustav”, czyli popularna Dora (co już może powodować wyobrażenie o wielkości tego czołgu). Oprócz tego, przewidziano miejsce na dwie haubice 15 cm s.FH 18, oraz kilka karabinów maszynowych.
Napęd „Monstera” miały stanowić cztery dieslowskie silniki, zapożyczone z niemieckich U-Boot’ów (każdy dysponujący mocą 2200 KM). P-1500 nie miał być szybki – prawdopodobnie nie poruszałby się z prędkością większą niż 15 km/h. Grubość pancerza miała wynosić od 220 do 360 mm.
Załogę P-1500 miał stanowić zespół 100 ludzi.
Landkreuzer P-1500 Monster napotykał jednak te same problemy, co jego mniejszy brat – brakowało praktycznego zastosowania pojazdu tego typu (tutaj jako ciekawostkę dodam, iż gąsienice P-1500 musiałyby stanowić niemal całą powierzchnię spodu tego czołgu – w przeciwnym razie zapadałyby się pod swoim własnym ciężarem).
Podsumowanie
W ten sposób doszliśmy do końca tego artykułu. Myślę, że przyzwoicie przybliżyłem sylwetki tych dwóch monumentalnych projektów. Zapraszam do komentowania : )
PS: Już niedługo kolejny odcinek serii Niezwykłe projekty III Rzeszy.










